Łzy płynące z moich oczu nie są niczym innym jak krwią , która wypływa z mojej duszy. Ale muszę żyć. Mam dla kogo.
I wiecie co jest 'fajne'? Łzy. Tak. Łzy są lekarstwem dla duszy. Czasem płaczę tak dużo, że nie mam już łez. Po prostu się kończą. A z nimi ból, smutek, przygnębienie. Ale to wraca. I wraca płacz. I znów znika. Ale łzy są dobre. Uwielbiam ten moment kiedy najpierw spływają koło nosa, potem przez usta , następnie przez szyję aż do dekoltu. Kocham to.
Lepsze łzy dla duszy, niż rany dla ciała.
Gdy płaczę a zdarza się to coraz częściej przemyślam dużo rzeczy, zawsze gdy się denerwuję płaczę i mówię co przychodzi mi na myśl, przez takie coś zawsze kłócę się z moją mamą, i naprawdę mówię wtedy bardzo obraźliwe słowa i później jeszcze bardziej płaczę bo nie potrafię powiedzieć przepraszam bo jeszcze bardziej wybucham płaczem, nieraz mi jest ciężko. A najgorsza jest ta jebana zazdrość, nieraz nie radzę sobie w szkole bo widzę jego w ramionach innej niby przyjaciółki lub koleżanki ja tak nie potrafię a nie powiem mu żeby tak nie robił bo mi serce pęka z zazdrości bo wiem że słowo by było jednoznaczne że nie. Mi się coś robi od razu te uczucie płaczu i nie mogę się powstrzymać, to jest głupie uczucie, ale ja nic na to nie poradzę.
Jestem tu, ale nie chcę być, Ale w końcu muszę




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz